Podróze Jozina - strona glówna

Najnowsze wpisy na blogu


W stronę San Gottardo

25 lipca 2014

9. dzień

Z kempingu wyjeżdżam dopiero ok. 11. Rano dość ładna pogoda. Piorę jeszcze rzeczy i wykorzystuję słońce, żeby je trochę podsuszyć.

Camping Isola - Cugnasco Camping Isola - Cugnasco

Słońce grzeje już od rana dość mocno. Ruszam w stronę Bellinzony. Przyjemnie jedzie się zupełnie płaskimi, równymi asfaltowymi ścieżkami przez pola.

Bellinzona

W Bellinzonie nad miastem wznosi się potężny zamek. Nie zajeżdżam tam jednak, bo dzisiaj mam do pokonania długą i męczącą trasę. To jest jedna z wad podróżowania rowerem. Wiele czasu trzeba poświęcić na przemieszczanie się - "robienie kilometrów". Czasem więc staje się przed dylematem, czy zatrzymać się gdzieś na dłużej i pochodzić, czy lepiej może zrobić z tym czasie dodatkowe 20 km.

Bellinzona

Wkrótce pokazuje się drogowskaz na Airolo - 62 km. A tam tak naprawdę dopiero zaczyna się prawdziwy podjazd na przełęcz.

Drogowskaz na ścieżce rowerowej w Szwajcarii

Od Bezllinzony jadę cały czas doliną rzeki Ticino. Dojeżdżam do miejscowości Biasca.

Ticino Ticino Biasca

Nad rzeką robię sobie przystanek. Zanurzam nogi w jej zimnym nurcie.

Rzeka Ticino Ticino

Robię jeszcze przystanek na posiłek.

Następuje bardzo ciekawa część drogi. Mijam niewielkie wioski, z winnicami, uroczymi kościołami, ogrodami z palmami.

Urocze okolice w dolinie rzeki Ticino Ticino Ticino

Temperatura jest dziś wysoka. Przed Biasca podjeżdżam z 200 m szosą i jest to prawdziwe piełko. Nagrzana droga, brak wiatru, nagrzane kamienne ściany sprawiają, że ciało pokrywam się z jednej chwili lepkim potem. To jednak nic nie daje, więc polewam się gorączkowo wodą z bidonu, najpierw głowę, potem plecy. Na poboczu jacyś Azjaci z rowerami uważnie studiują mapę, jakby chcieli się przekonać, że jest być może inna droga niż przez to piekło. Wszak do przełęczy jeszcze ponad 1500 m w pionie do pokonania.

Później jest jednak kawałek z górki. Powiew powietrza przy zjeździe przynosi ulgę, choć trochę wkurza tracenie wysokości zdobytej z takim trudem.

Jedną z ładniejszych miejscowości po drodze jest Giornico.

Giornico Giornico Giornico

Ok. 17 jestem w Airolo. Robię małe zakupy w sklepie. Wypijam zimną Coca-Colę, co ma mi dodać sił na podjazd. Posiłek na ławce.

Airolo

Kiedy przed 18 rozpoczynam podjazd na San Gottardo, już wiem, że pewnie dzisiaj nie osiągnę celu. Jednakże niebo pokryło się chmurami, co oznacza, że podjazd będzie łatwiejszy. Przełęcz San Gottardo można pokonać trzema drogami: autostradą i prawie 17-kilometrowym tunelem, drogą ekspresową i tzw. starą drogą. Rowerzystom pozostaje ta trzecia możliwość. Na skrzyżowaniu jakaś Francuzka pyta mnie, jak trafić na nową drogę. Mówię, że to na pewno nie ta, którą ja jadę.

Pozdjazd jest o tyle przyjemny, że tędy prawie w ogóle nie jeżdżą samochody. Minusem jest to, że szybko kończy się asfalt i zaczyna się kostka, co trochę utrudnia jazdę. Robi się jednak coraz chłodniej, więc pełen zapału rytmicznie pedałuję, zmierzając ku przełęczy stałym tempem ok. 5 km/h. Wkrótce zaczyna padać, najpierw lekko, potem coraz bardziej. Dojeżdżam do miejsca, gdzie na drodze mogę schronić się pod drzewami. Pada jednak coraz bardziej. Wyciągam parasol. To dobre rozwiązanie, żeby przeczekać nawet największą ulewę, o ile nie trwa zbyt długo. Dzięki parasolowi mogę pozostać suchy. Bagaż jest wodoodporny, więc może na niego popadać. Po pół godziny woda przestaje płynąć drogą, co znaczy, że można ruszać dalej.

W stronę San Gottardo

Rozglądam się przy okazji, gdzie by tu zanocować. Jest po 20, więc trzeba już coś znaleźć. Stwierdzam, że mógłbym nawet dojechać dziś na samą przełęcz, ale jutro musiałbym z rana, kiedy będzie zimno, zjeżdżać. Wolę więc rozbić się 100-200 metrów pod przełęczą i rano rozgrzać się podjazdem.

W czasie podjazdu mijam jakieś domostwa, są tu też jakieś bazy wojskowe. Na łąkach krowy pobrzękują przyczepionymi do szyi dzwonkami.

Po wyjechaniu ze strefy lasu zaczynają się gęste serpentyny. Za bardzo nie ma się tu gdzie rozbić, ale ostatecznie znajduję w miarę płaskie miejsce przy strumyku. Nie jest niestety osłonięte, więc jadący drogą będą mnie widzieli. Biorąc jednak pod uwagę, że samochód pojawia się tu raz na pół godziny, nie powinno to być problemem.

W stronę San Gottardo

Niedaleko miejsca, gdzie się rozbiłem (na ok. 1900 m) stoją też jakieś niewielkie szopy. Zaglądam do jednej. Tu też można by się spokojnie wyspać, ale chyba bardziej komfortowo będę czuł się w moim namiocie.

Jest nawet ciepło. Zasypiam szybko, nastawiając budzik na 5:30. Po zaśnięciu coś mnie przebudza, jakby tupnęło za mną mocno. To pewnie jakaś kozica. Jest ich tu trochę. Jak podjeżdżałem, słyszałem też świstaka. Cóż, nie będzie to może zbyt spokojna noc, ale i tak wolę taki nocleg niż na kempingu....

Zapis trasy

Statystyka:

85 km rowerem

Poprzedni wpis Następny wpis
comments powered by Disqus
Loading
Porównywarka cen hoteli

Ostatnio dodane:


Pierwsza Podróż Jożina dookoła świata - dzienniki

Tagi:

Bangkok podróż dookoła świata Fidżi Nowa Zelandia Kolumbia Filipiny

© Jożin Entertainemt 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone.