5.8.2009
Santiago, Chile
Żegnaj Chile, żegnaj Ameryko!
Wstaję o 9.30. Spotykam Irlandczyka, który właśnie przyleciał wczoraj z Nowej Zelandii.
Odwiedzam Cerro Santa Lucía, taką górkę w środku miasta, z ciekawym parkiem i widokiem na miasto.
Wysyłam parę rzeczy do domu, które już mi się nie przydadzą. Za prawie dwa kilo wychodzi 16.000 pesos, ale przecież przewodnik po Argentynie na pewno się przyda jeszcze kiedyś.
Potem odwiedzam Museo Historico Nacional (muzeum historii narodowej). Bardzo ciekawe, jednak przychodzę o 17.00, a zamykają o 17.30. Przebiegłem szybko co się dało, zatrzymałem się trochę na historii nowożytnej, która kończy się na 11 września 1973 r. gablotą z kawałkiem okularów Allende, eksponowanych niczym relikwia.
Gdy słońce zachodziło, wszedłem jeszcze raz na górkę. Piękny widok na gasnące Andy.
Pozbyłem się wszelkiego jedzenia, co by mnie nie przydybali na granicy Nowej Zelandii. Na wszelki wypadek podarowałem też Irlandczykowi argentyński kapelusz wykonany z trawy.
Spis treści