20.10.2009
Yogyakarta, Indonezja
Zwiedzanie Yogya
Poniedziałek upływa na powolnym rozkręcaniu przewodu pokarmowego. Pierwszy posiłek zjadam dopiero wieczorem (BigMac).
Wtorek. Jadę do Kratonu, czyli dawnego pałacu sułtana, ale jest 14, więc zamknięte. Środek lokomocji - riksza. Biorą 5-6 tys. Więcej też. Jadę na targ ptaków a potem do tzw. wodnego pałacu, bo kiedyś był otoczony wodą. Dziś jest otoczony zabudowaniami i wąskimi uliczkami, po których oprowadza mnie samozwańczy przewodnik, nie zapytawszy się zupełnie, czy chcę korzystać z jego usług. Trochę pokazał mi ciekawych zaułków. Sprowadził też do galerii sztuki, ale i tak nic nie kupiłem. Daję mu na koniec 5.000.
Kolacja w PizzaHut. Trzeba teraz uważać na te ich przysmaki. Zresztą porcje mają proporcjonalne do średniej wzrostu, więc i tak nie idzie się zbytnio najeść.
Wieczorem spotykam parę Polaków i Francuza, którego spotkałem na Sumatrze. Idziemy na piwko.
Spis treści