Zachodnie Wybrzeże Nowej Zelandii, czyli trzy dni w deszczu - cz. 2.

Jednego dnia chłopaki mówią, żebym koniecznie zobaczył rzekę, bo niewiarygodnie przybrała. Żeby jednak dojść do tej rzeki (5 min. od chatki) czeka nas cała wyprawa. Ścieżka jest cała zalana, trzeba też było gdzieniegdzie poustawiać drabiny, żeby przejść przez rwące potoki, których normalnie nie powinno być.

Przejście nad wezbranym potokiem
Przejście nad wezbranym potokiem

A rzeka naprawdę wezbrała, jest niesamowita, chyba o 5 metrów wyższa niż, gdy ją pierwszy raz przekraczałem.

Wezbrana rzeka na West Coast
Oto i wezbrana rzeka

Trzy dni i trzy noce w chatce upływają mi na suszeniu ubrań. Ubrania mokną mi natomiast zawsze jak wyjdę na zewnątrz, na przykład pozbierać drewno do kominka. Zwykłe wyjście do toalety, ok. 100 metrów od chatki, to zresztą cała wyprawa, która kończy się koniecznością suszenia ubrania.

Rzeka płynąca przez las
Rzeka, West Coast, Nowa Zelandia

Gdy wieczorem się ściemnia i wszyscy już leżą, rozmawiamy sobie o różnych sprawach. Czasem ktoś rzuci żartem "o! pada!", choć pada już od trzech dni i nawet na chwilę nie przestało.

Czasem zaczyna tak mocno walić strugami deszczu, że wydaje się, iż zaraz nasze schronienie się rozwali.

Kolejny rwący potok w lesie
Płynąca woda wymykająca się z koryta rzeki

Ja natomiast jestem pełen podziwu dla tych ludzi, którzy wychodzą na cały dzień i w tym deszczu pracują nad mostem. W pewnej chwili pojawia się czwarty pracownik, jednak nie nocuje z nami w chatce. Gdy pytam, dlaczego, mówi, że woli w namiocie i rozbija swój mały namiot. To są prawdziwi twardziele, nic dziwnego - alpiniści.

Jednego wieczoru moi towarzysze częstują mnie piwem imbirowym. Na kolację zrobili steki. Martinowi zbiera się na wspomnienia i opowiada jak to wspinał się ze znajomymi z Polski i Czechosłowacji, jak trafił na jakąś imprezę w polskich Tatrach, na której nieoczekiwanie pojawił się Wojtek Kurtyka. Było to 20 lat temu.

Zalana droga
Kraina wody - West Coast, Nowa Zelandia

Czwartego dnia opuszczam chatkę i wracam do drogi. Przechodzę już nowym mostem, chyba jako pierwsza osoba. Ciągle jest mokro i ciągle pada. Na drodze jednak po godzinie łapię stopa. Dziadek ma taki akcent, że nic nie rozumiem, ale jadę z nim do Hokitika, gdzie stawia mi dwa piwa w lokalnym pubie.

Wreszcie ciepło i sucho, ale i tak nigdy nie zapomnę "bytowania" w chatce w nowozelandzkim lesie.

Jądro Ciemności - gęsty nowozelandzki las
"Jądro Ciemności", West Coast, Nowa Zelandia

A jakby ktoś tam chciał się wybrać, to na pocieszenie słyszałem, że podobno czasem tam nie pada...

Jożin