9 września 2011
Hotel, w którym się zatrzymaliśmy, czyli Ecotel Vilnius, zaserwował nam z rana całkiem dobre śniadanie w formie bufetu. W hotelu dużo gości, w tym wielu kibiców drużyn koszykarskich.
Wychodzimy na szybkie zwiedzanie miasta.
Jesteśmy blisko centrum, więc przechodzimy obok katedry wileńskiej.
Zachodzimy też do Uniwersytetu Stefana Batorego, ale żeby wejść do środka, trzeba wykupić bilet wstępu.
Budynki rządowe, kościoły, wąskie uliczki, wszystko jest obok siebie, bardzo blisko. Zwiedzamy też kościół Św. Kazimierza.
Głównym celem jest jednak Ostra Brama, gdzie modlimy się chwilę przed obrazem tak ważnym dla wszystkich Polaków.
W sklepach z pamiątkami rozmawiamy po polsku ze sprzedawcami. Próbujemy tego manewru w stylowej restauracji, do której zaszliśmy na obiad, ale kelner przeprasza uprzejmie, że po polsku nie potrafi mówić. Ostatecznie dogadaliśmy się po angielsku i na koniec uśmiechnął sie i powiedział po polsku "do widzenia!". Poza tym obiad bardzo tani i bardzo dobry.
Musimy jednak opuszczać Wilno, choć tyle rzeczy można by jeszcze zobaczyć. To naprawdę przepiękne miasto, małe kameralne i bardzo zadbane.
Mamy jeszcze jeden cel na Litwie - miejscowość Podbrodzie (Pobrade - po litewsku), skąd pochodzi rodzina Jurka. Po drodze spokojna i trochę zapuszczona wieś litewska.
Zajeżdżamy do Podbrodzia, położonego ok. 80 km od Wilna miejscowości, znajdujemy stary cmentarz, kościół, dworzec kolejowy.
Wracamy do Polski. Jeszcze postój na kolację. I już suniemy prosto do granicy. Jedziemy całą noc, bez przerwy. Ja trochę śpię. Już nam się bardzo spieszy do domu. I przed 5 dojeżdżamy na dworzec w Poznaniu.
Norweski łoś, który jedzie przed przednią szybą, towarzyszy do samego końca.